sobota, 18 lutego 2012

Co nowego?!

No nie oszukujmy się, obietnica częstszego dodawania postów lekko mówiąc się zesrała. W każdym razie najważniejsze jest chyba to, że posucha na blogu jest nie dla tego że nie ma o czym pisać, a dlatego że nie ma kiedy pisać! Jakież były powody:

1. Praca licencjacka - strasznie upierdliwa rzecz. Ciągnie się niemiłosiernie, a kolejne terminy upływają. Najbliższy to przyszły wtorek, kiedy to mam przedstawić drugi rozdział...mam gdzieś połowę jak na razie, więc będzie ciężko. W każdym razie przynajmniej temat ciekawy, bo z grubsza ma przedstawiać atrakcyjność Orientacji Sportowej. Po drodze trafiam na sporo ciekawych wątków...np. oglądalność Mistrzostw Świata w Biegach na Orientację w 2008 roku przewyższała w czeskiej telewizji oglądalność meczów Ligi Mistrzów w Piłce Nożnej. W Finlandii natomiast, oglądalność relacji z WOC 2010 wyniosła 20% rynku. I niech ktoś powie że Orientacja nie jest widowiskowa! Więcej ciekawostek, po mojej obronie pracy ;)

2. Sesja - Chyba wszystko zaliczone, ale jeszcze wpisów wszystkich nie mam, więc nigdy nie wiadomo. W każdym razie jak zwykle ten jeden z dwóch wspaniałych okresów w każdym roku znowu kosztował mnie sporo wysiłku i rezygnację z wielu treningów. Średnia snu - 4/24h.



3. KSRiP - Działamy, działamy! Po owocnym I Zjeździe KSRiPowców zalała nas fala nowych pomysłów i chęci! Dopracowujemy Konkurs Zawody, zwiększamy częstotliwość i różnorodność Orient Pressów, no i zabieramy się za Cała Polska Biega z Mapą! Będzie się działo...





4. Życie towarzyskie - 2012 rok jeszcze się dobrze nie zaczął, a już na koncie 18ka Papusia, Studniówka Hany, moja 22ka i kilka prześpiewanych nocy na karaoke :) Nie zwalniamy tempa, bo już w planach 18ki Wicia i Rudzi, oraz jak dobrze pójdzie to Tolki i Gabi. Do tego domek na lipcowy wyjazd do Władysławowa już zarezerwowany przez legendarny skład Pawlak - Olejnik - Hewelt + nasze przydupaski :) A jak dobrze pójdzie to przecież jeszcze trzeba uczcić obronę pracy!
A teraz najważniejsze!

5. Obozy - Udało się zaliczyć dwa zimowe wypady w góry. Najpierw od drugiego dnia świąt, aż do początku roku spędzałem miło czas z Orientusiem i naszą azymutowską Kozicą w Jagniątkowie. Jak zwykle nie zawiodłem się na tym miejscu i mimo tego, że tym razem musieliśmy się trochę zmagać z oblodzeniem na reglach, to jednak Jagniątków pozostaje moim zdecydowanym faworytem jeżeli chodzi o ośrodki na obozy treningowe. Sporo kilometrów nabieganych, litry potu wylane, piękne widoki obczajone, szczyty zaliczone i do tego jeszcze feta na powitanie nowego roku...było supcio!:) Później nastąpił trochę gorszy okres związany z opisana wyżej sesją, ale bezpośrednio po nim dołączyłem do swojego klubu stacjonującego w Borowicach. W prawdzie w moim rankingu na miejscówka przegrywa z Jagniątkowem, ale i tak mnóstwo ciekawych treningów udało się wykonać, przeplatając miłymi chwilami w zajebistym towarzystwie:) Zresztą Jagniątków też udało się parę razy odwiedzić podczas tego obozu. Zdecydowanie najbardziej wypasionym akcentem była odnowa biologiczna w wodnym parku w hotelu Gołębiewskim...ja chcę jeszcze raz :D

6. Treningi - Praca wre i mam nadzieję że przyniesie upragnione efekty. Na pewno objętościowo biegam więcej kilometrów niż kiedykolwiek wcześniej. Jakościowo poszczególne środki treningowe też zdają się być przemyślane i efektywne. Jak dobrze pójdzie to z Bożą...i Suchego pomocą uda się spełnić założone cele sezonowe;) Na pewno mankamentem mogą być pojawiające się bóle...męczący mnie od już ponad półtora roku prawy dwugłowy uda, do którego po narciarskich doszła również prawa pachwina, a teraz zaczyna pobolewać i lewa. Cóż, smarujemy, rozciągamy, może komuś pokażemy...i walczymy dalej. Zdecydowanie najlepszą decyzją w tym roku było nie bagatelizowanie żadnego dnia kiedy czułem się "niewyraźnie" i odpuszczanie każdego treningu grożącego chorobą. W ostatecznym rozrachunku pozostawanie w dobrym zdrowiu i co za tym idzie ciągłość treningu daje więcej, niż te pojedyncze opuszczone jednostki treningowe, które mogłyby kosztować dłuższą przerwę.

Cóż, zbliża się marzec, a razem z nim pierwsze ciekawsze akcenty z mapą. Jeszcze bardziej zachęcający jest fakt, że akcenty te prawdopodobnie wykonam w Szwecji :) Tak więc miejmy nadzieję że znajdę czas, aby je później tutaj opisać.


Do następnego.... ;)

9 komentarze:

Anonimowy pisze...

Zdecydowanie podoba mi się to ostatnie zdjęcie!

Agata Stankiewicz pisze...

nie jestem doczepką do Was, tym bardziej nie przydupasem

Maciek Hewelt pisze...

Jak jesteś kobietą, to dobrze jak Ci się podoba...jak mężczyzną, to przeżyję...ok :P Rudzia, to była formuła dla wprowadzenia żartobliwego fragmentu w wypowiedź :)

Karolina Hanuszkiewicz pisze...

jak Ty jedziesz do Władysławowa z jakimiś przydupasami to zdaję się, że ja z Rudzią jedziemy na inne wakacje! a swoje obolałe części ciała możesz pokazywać do wglądu tylko mnie... kochanie :) dobra.. i tak lubię to czytać..

Maciek Hewelt pisze...

No ok...
jak chcesz mnie zostawić na pastwę tych skąpo ubranych, młodych, opalonych, lipcowych plażowiczek :P

Karolina Hanuszkiewicz pisze...

mnie to raczej nie rusza.. nie wiem jednak czy Ty będziesz zadowolony, że skąpo ubrani, otuleni lipcowym słoneczkiem chłopcy będą oglądać sobie w tym czasie skąpo ubraną, młodą,lipcową mnie :D

Maciek Hewelt pisze...

spoko :)

Połom pisze...

jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić..

Karolina Hanuszkiewicz pisze...

Dziękuje Połi.. no wiesz :(